Archive for Wrzesień, 2013

Krutynia 13-15.09.2013 Cierzpięty-Ukta-Iznota

40 lat minęło jak..... można było zaśpiewać na spotkaniu z Klubem Wodniak z Olsztyna .A okazja była przednia ,nasi nowi przyjaciele po wiośle Andrzej Flis i Zbigniew Gustek obchodzili 40 tą rocznice pierwszego wpisu do książeczki kajakowej.W Pieckach zameldowaliśmy się koło 15 ,na obiad sielawa w dobrze gotującej małej restauracji-ryba wyśmienita.O 20.30 pierwsze spotkanie i  zapoznanie się z przyjaciółmi z Mazur,wspomnieniom i radości nie było końca.Eskapada jak zwykle dotarła po północy ale za to zakończyła około 4.  8.30 śniadanie i o 9.10 siedzieliśmy już w autokarze .Dotarliśmy do Cierzpięt nad jeziorem Mokrym gdzie już czekały na nas kajaki,zgrana grupa więc szybko pojawiła się na wodzie.około 500m jeziora Mokrego pokonaliśmy gładko ,nie wiało i nie falowało.Pokonaliśmy przepust i pojawiły się małe wąskie urokliwe jeziorka,dotarliśmy do jeziora Krutyńskiego gdzie na jego końcu rozpoczyna swój bieg Mekka mazurskiego kajakowania rzeka Krutynia.Przywitała nas klarownie czystą wodą pełną soczystych wodorostów i  uwijających się ryb widocznych gołym okiem.Kolory rozpoczynającej się jesieni dodawały uroku .Krutyń zapraszał nas do niezliczonych lokali i stanic kajakowych, tu widać przemysł kajakowo-turystyczny zakorzenił sie na dobre.Wrażenie robi to dobre i jest na dość wysokim poziomie obsługi, widać na każdym kroku dostosowanie do wymogów kajakarzy( brzegi,przystanie, zakola ,łodzie ,wyporzyczalnie) jest tego od groma.Az strach pomyśleć jaki tłok tam jest w sezonie.A my spokojnie po małym piwie wraz z dawnymi gospodarzami tych ziem odwiedzających Haimat (większość po 60 tce) popłynęliśmy w przeciwnych kierunkach ,oni na łodziach pod prąd a my w swoich kajakach z leniwym  prądem. Łabędzie i kaczki zatraciły już strach przed ludzmi podpływając do kajaków żebrząc o pożywienie,czasami to my musieliśmy się ich bać odganiając się wiosłem.Cały czas klarownie czysta woda i obrazki jak z akwarium po którym mozna pływać kajakiem.Wodorosty tuż pod powierzchnia wody sugerowały płycizny ,nic bardziej zwodniczego prawie nigdy na trasie nie sięgaliśmy wiosłem dna. W okolicach Zielonego Lasku postanowiliśmy spróbować placków ziemniaczanych i oddać piwo z Krutyni -przeciągało sie to troche bo co rusz pojawiał się sponsor w końcu syci i powtórnie napełnieni zeszliśmy na wodę.Rosocha- młyn wodny chyba jeszcze pracujący,gospodarze  podstawili wózki do przetransportowania kajaków(a co mamy swoje lata) i było bez wysiłkowo. Dwoje chętnych do kąpieli przepłukało spodenki i spłynęliśmy dalej.Do jeziora Duś i starozakonnych w Wojnowie chętnych w odwiedziny  nie było.Rzeka dalej zachwycała i żal się zrobiło bo dopływaliśmy do Ukty. Znowu bardzo dobrze zagospodarowane tereny dla turystyki oferującej wszystko co dusza zapragnie na dowolnie wymagającym poziomie.Sadze że tzw Europa nie powstydziła by się tego standardu .Autobusem wróciliśmy do Piecek.Kolacja ,potem polowa msza za dostojnych jubilatów i mogliśmy usiąść do stołu.Gratulacje ,prezenty,uściski ,pocałunki telefony od zaprzyjaźnionych klubów, zastawiony stół specjałami domowymi i ...oryginalny "szampan" Polskiej produkcji z 1973 roku zakupiony w sklepie GS to tylko niektóre elementy tego wieczoru.W końcu pojawiła się gitara gruchnęła pieśń.Blado przy tym wszystkim wyglądała  sąsiednia impreza młodych ludzi z ich metalowym umba -umba i drygawicą św .Wita.Mieliśmy 18 km w ramionach więc tym razem śpiewy zamilkły około 1 i poszliśmy spać. O 9 znów byliśmy w autobusie w drodze do Ukty za chwile byliśmy na wodzie .Tym razem  Krutynia wiodła nas przez dzikie niezagospodarowane tereny pełne mokradeł i bagien,wiła się przy tym mocna pozwalając oglądać brzegi mało ruszone ludzka ręką z rożnych stron.Dotarliśmy do jeziora Gardyńskiego i potem ostro w prawo by trafić w waski przesmyk do jeziora Malinowego,plusk olbrzymiego szczupaka na chwile zakłócił cisze i ostro skręcilismy w lewo ,pojawiły się znowu malownicze małe jeziorka Jerzewko i coś tam jeszcze ,skupieni na pięknie przyrody ,mijając komfortowy ośrodek z zielonym zarośniętym trawami dachem dotarliśmy do Iznoty czyli mety naszego spływu.Zbyszek i Andrzej (nasi dostojni jubilaci) odbyli jeszcze tylko we dwoje tak jak 40 lat temu samotnie  krótki wypad na Jezioro Bełdany  i tak zakończyliśmy dzień na wodzie.Potem już tylko pośpiech,obiad,pożegnania ,auto i o 21 byliśmy już 430km na południe od pięknych Mazur.Cudowny wypad w cudowne  miejsce z cudownymi ludźmi.Klub Żubr dziękuje za wszystko i wszystkim.

 

Zdjęcia

Piękne pływanie na pięknej Kocince 07.09.2013 Kużnica-Wąsosz

Byłoby grzechem nie popłynąć w taką pogodę.Wybraliśmy trudniejszy odcinek Kocinki od Kuźnicy i rzeka nagrodziła naszą decyzje swoimi fantastycznymi walorami.Królowa rzek naszych okolic co rusz stawiała przeszkody rożnego typu tak urozmaicone że trzeba było mocno się nagłówkować jak je pokonać.Kilka razy nie uniknęliśmy  przenoszenia w zimnej wodzie ale nikt nie psioczył z tego powodu.Atak sarenki na naszego kajakarza w wodzie był dodatkową atrakcją.Gosia i Karol spisali się rewelacyjnie -gratulujemy.Grill już na Liswarcie smakował bardziej niż wykwintne dania w Wierzynku .Nudy zaczęły się na autostradach Liswarty i Warty.Padnięci ale zadowoleni dotarliśmy do Wąsosza gdzie za chwile pojawił się transport ( choć były głosy popłynięcia dalej) i wylądowaliśmy w Zalesiakach. Jakby mało było wysiłku niektórzy podjęli zabawę przejścia po taśmie nad stawem,niestety nikt nie spadł. Wieczorne uroczystości urodzinowe Kubusia z fantastycznym tortem od cioci Eweliny i sztucznymi ogniami od Taty ukoronowały bogaty w wydarzenia dzień. Na tańce do pobliskiej remizy strażackiej nikt już nie miał sił.0 23 chrapanie rozbrzmiewało monotonnie. Zdjęcia

Liswarta -Warta z Megamontem 31.08.2013

Zaczęliśmy o 9.45 za Popowem niedaleko ładnego mostu kolejowego ,dalej kilka fajnych rozmytych progów do pokonania.Wszyscy dzielnie je pokonali choć nie bez wysiłku i przygód,ale to tylko dodawało smaczku spływowi.Małe ognisko koło Nowej Wsi z kiełbaską i z dobrym humorem w ładnym miejscu przygotowanym chyba dla kajakarzy.Kapitan spływu chyba zbyt poważnie podszedł do swoich obowiązków co rusz   sprawdzając jakość dna naszej rzeki , ale dzieki temu wiedzieliśmy że jest płytko.Drugi odcinek popłynęliśmy zbyt szybko, a rzeka na tym odcinku jest naprawdę prześliczna.Około 15 byliśmy już w Wąsoszu i mogliśmy spokojnie usiąść przy ognisku przy dobrym obiedzie jakim fundnęli nam organizatorzy,sałatka śledziowa z załącznikiem dopełniła udanie spędzony dzień w ślicznej pogodzie ostatniego dnia sierpnia.Ten pierwszy spływ Megamontu należy uznać za bardzo udany, na pewno popłyniemy z nimi  następnym razem.
Data 31-08-2013
Czas startu 09:46:59
Czas trwania 05:25:27
Prędkość średnia 3.5 km/h
Dystans z wysokościami 24.03 km
Kilka fotek
Dołącz do nas na Facebook’u!
Kategorie
Kalndarz wydarzeń
Wrzesień 2013
P W Ś C P S N
« Sie   Paź »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30